wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział drugi, Lucas Black

Glen Ridge, 10.08.2015r

Biegnę, brak mi tchu. Gałęzie szarpią moje ciało i pogłębiają za każdym razem zdobyte już rany. Z moich oczu płyną łzy, w duchu modlę się o przeżycie. Nie chcę umierać, nie teraz. Uciekam przed czymś coś jest nieuniknione, przed śmiercią. Przystaję i próbuję wziąć głęboki wdech, lecz nie potrafię. Nie mogę oddychać, duszę się, czy to już ten moment? Mrok spowija każdą cząsteczkę mego ciała, upadam. Leżę bezwładnie na ziemi a dreszcze obezwładniają cały mój organizm. 
-Lucas...- cichy, kobiecy szept obija się o moje uszy. Jej głos jest tak delikatny i subtelny, że przez moment zapominam o bólu. Pragnę tylko jej słuchać, nie muszę jej widzieć, chcę żeby była blisko.-to twój koniec...- stwierdza i czuję jak klęka obok mnie. Nie widzę jej twarzy, ciemność mi na to nie pozwala. Gładzi mój polik dłonią a ja zaczynam drżeć.-Dam ci ulgę...
Po tych słowach, w moich oczach pojawiają się łzy. Ciemność przemienia się w blask i w końcu ją widzę. Jej delikatną posturę, ciemne do ramion włosy i twarz anioła. Anioła, który zaraz mnie zabije...
- Żegnaj Lucasie Black...- kiedy to mówi, delikatnie muska moje usta swoimi i znika. Czuję jej dotyk, chociaż jej nie widzę, wyczuwam jej obecność. Głos więźnie mi w gardle, pragnę krzyczeć, błagać o pomoc. Dziewczyna o twarzy anioła zniknęła. To koniec. 

Zerwałem się, próbując złapać oddech. Rozglądam się dookoła, lecz nie zauważam nic niepokojącego. Opadłem ponownie na łóżko i przymknąłem powieki. Głowa mi pęka a sen zaczął się zacierać w mojej pamięci. Byłem bezpieczny a co najważniejsze żyłem. Otworzyłem szeroko oczy i zacząłem wgapiać się w szary, otynkowany sufit. Coś ze mną jest nie tak. To wszytko jest przecież niedorzeczne. Koszmar, który mam nadzieje, że niedługo odejdzie. Choć pewien głos w mojej głowie mówi, że muszę pamiętać.
 Ta dziewczyna o pięknym, subtelnym głosie... o niej nie dam rady zapomnieć. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale pragnę jej choć zawsze po przebudzeniu nie pamiętam jej twarzy. To chore, przecież nie mogłem się zakochać w kimś, kto jest wytworem mojej wyobraźni i nawet nie mam pojęcia jak wygląda. Potrząsam lekko głową i przeczesuje mokre od potu włosy. Spojrzałem w stronę otwartego okna, przez które zaczęły wpadać lekkie promienie słoneczne i przymknąłem ponownie oczy zanurzając się w pościeli.
-Wynoś się z stąd!- kiedy już prawie usypiałem usłyszałem krzyk mojego brata. Westchnąłem cicho i szybko zerwałem z siebie kołdrę. -Wypad szmato! - głosy dobiegające z korytarza coraz bardziej się nasilały. Nie mogąc tego wytrzymać założyłem na siebie dresy i wybiegłem na zewnątrz. Moim oczom ukazała się zapłakana i cała roztrzęsiona Melanie. Rozglądając się na boki, czy nie ma gdzieś mojego brata w pobliżu, wyciągnąłem do niej rękę, którą odtrąciła nawet na mnie nie patrząc. Podziwiam tą dziewczynę, że pomimo tego jak Dave ją traktuje ona nadal z nim jest.
-Melanie, to ja Lucas, chodź...- ponowiłem gest na co brunetka podniosła lekko twarz do góry spoglądając na mnie swoimi pięknymi, brązowymi ale zapłakanymi oczami. Jej policzki zawsze lekko zarumienione teraz były aż sine z dodatkiem smug rozmazanego tuszu a jej zawsze idealnie ułożone brązowe włosy, teraz sterczały w każdą możliwą stronę. 
Patrzyła na mnie tak błagalnym wzrokiem, że poczułem jak do moich oczu same cisną się łzy. Kochałem tą dziewczynę jak siostrę. Pomimo swoich problemów, zawsze starła się być blisko mnie i Deave'a. Już od samego momentu przeprowadzki tutaj, była jedyną nam życzliwą osobą, a mój głupi brat nie potrafi tego docenić.
Wysunęła w moim kierunku swoją drżącą dłoń i bez chwili zawahania pomogłem jej wstać. Objąłem ją delikatnie i wprowadziłem do mojego pokoju, szczelnie zamykając drzwi. Usiadła niepewnie na łóżku i jeszcze bardziej się rozpłakała. Dosiadłem się do niej, lekko przyciągając do siebie. Oparła głowę na mojej klatce piersiowej i cicho załkała.
-Ja go kocham Lucas ale już tego dłużej nie wytrzymam- mówiła przez łzy a ja milczałem. Czułem jej delikatny oddech na mojej gołej skórze i nie mogłem wytrzymać jej cierpienia. Dave nigdy nie potrafił doceniać ludzi, nikt nie był dla niego ważny dopóki jak mi się wydawało, nie poznał Melanie. Ale najwidoczniej nawet ona już mu się znudziła.
-O co znowu się pokłóciliście?- zapytałem niepewnie, łudząc się, że mi powie.
-Znalazłam u niego kokainę.- szepnęła i bardziej objęła mnie swoimi zimnymi dłońmi. Zamarłem, nie wiedząc co powiedzieć. Jak to kokainę? Mój brat ćpa? To niemożliwe. Jasne, był ostatnio porywczy ale.. nie, nie mogę w to uwierzyć. -Kiedy zobaczył, że ją wysypałam wpadł w szał. Mówił, że mnie nienawidzi, że chce abym znikła z jego życia, że do niczego nie jestem mu potrzebna.- ledwo wymówiła każde słowo, przez łzy, którymi się dławiła. Przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem i delikatnie pocałowałem w czubek głowy.
-Melanie, może tak będzie lepiej jak znikniesz na razie z jego życia- stwierdziłem na co brunetka spojrzała na mnie z wyrzutem.-Ja to jakoś ogarnę, pomogę mu z tego wyjść
-Nie mogę teraz odejść Luca, rozumiesz?
-Co tu do cholery jeszcze robisz?!-Dave wpadł do mojego pokoju niczym strzała, tarasując wszystko co mu stanęło na drodze. Dziewczyna skuliła się w moich objęciach, zaciskając palce na moim nadgarstku. Poczułem jak jej serce zaczęło mocniej bić a oddech przyśpieszył. -O i jeszcze obściskujesz się z moim braciszkiem, wynocha z tego domu!- Warknął i spojrzał na nas z obrzydzeniem.-Dziwka!
-Zostaw ją w spokoju, ona ci nic nie zrobiła.!- krzyknąłem w tym samym czasie tuląc do siebie brunetkę. Nie pozwolę by ją obrażał i nie w taki sposób. Traktuję ją jak członka rodziny i zrobiłbym dla niej wszytko, żeby w końcu była szczęśliwa.
-O wielki obrońca się znalazł! Oboje jesteście siebie warci!- Stał naprzeciw nas, ciężko oddychając. Pięści miał zaciśnięte, jakby szykował się do ataku. Zamrugałem nerwowo nie mogąc uwierzyć w to co widzę.
-Uspokój się Dave- stwierdziłem szybko ale zdecydowanym tonem, nie spuszczając wzroku z jego osoby. Trwał bez ruchu i wpatrywał się to we mnie, to w Melanie, która się jeszcze bardziej skuliła i prawie schowała za moimi plecami. -Jak byś mógł wyjść..- poprosiłem na co mój brat prychnął pogardliwie w moim kierunku i zaśmiał się gorzko. 
-Ależ oczywiście, nie będę wam przeszkadzał, jakbym mógł. 
Wyszedł, trzaskając drzwiami w gniewie. Dziewczyna, gdy zorientowała się, że nie ma już go z nami, uwolniła mnie z uścisku i odsunęła delikatnie, biorąc głęboki wdech. Nadal nie może to wszytko do mnie dotrzeć, nie chcę dopuścić myśli, że mój brat bierze. Jestem już tym wszystkim zmęczony, najpierw te pieprzone sny, teraz on i ta cała sprawa z Melanie. Odpadam, naprawdę odpadam. Przetarłem oczy wewnętrzną częścią dłoni i wstałem. 
-Lucas, musimy mu pomóc.
Kiwnąłem twierdząco głową, choć wiedziałem, że nie będzie to łatwe. Nie wiemy dokładnie kiedy się w to wszytko wciągnął, czy jest na początku czy trwa to już od dłuższego czasu. Nie wiemy nic, ale jestem też świadom, że nie mogę go do niczego zmusić. On sam musi dążyć do zmiany, ja go mogę tylko wspierać. To mój brat, ten sam, który zawsze mnie bronił przed szkolnymi wyrostkami i wspierał, kiedy zabrakło rodziców. Pomimo jego wad, to Dave, mój Dave. Nie mogę go zostawić, nie teraz kiedy mnie najbardziej potrzebuje.
-Spróbuj się uspokoić i wyjdziemy gdzieś - posłałem jej delikatny uśmiech i odetchnąłem z ulgą, gdy jej płacz z sekundy na sekundę stawał się coraz cichszy. Popatrzyła na mnie pytającym wzorkiem ale nic nie mówiąc, pomogłem jej wstać i popchnąłem delikatnie w stronę łazienki, znajdującej się w moim pokoju. 
Zmieniłem szybko za luźne dresy zwisające z moich bioder na ciemne dżinsy i w popłochu zacząłem wertować wzrokiem stertę ubrań leżących na podłodze koło starej hebanowej szafy. Wyciągnąłem zwykły granatowy podkoszulek i szybko założyłem go na siebie. Rozejrzałem się dookoła i stwierdziłem, że ten pokój potrzebuje jakiegokolwiek odświeżenia. Od czasu przeprowadzki nic tutaj nie zmieniałem. Wszytko zostało tak jak było po ostatnich mieszkańcach tego domu. Meble, kolor ścian, starodawne obrazy w potężnych złotych ramach wiszące na ścianie koło okna, wszytko było zupełnie nienaruszone. Po samym przyjeździe nie miałem nawet ochoty zaprzątać sobie tym głowy, szczerze powiedziawszy miałem większe problemy niż dobieranie pasujących do siebie odcieni. Wzdrygnąłem się na samą myśl, stanu jaki przeżywałem przez ostatnie pół roku. Gdybym mógł wymazałbym wszystkie wspomnienia związane z tym feralnym dniem. 
-Idziemy?- cichy ale stabilny już głos mojej przyjaciółki pozwolił mi wrócić do rzeczywistości. Spojrzałem na nią i nie mogłem oderwać od niej oczu. Zadziwia mnie to, że dziewczyny potrafią się tak zmienić w zaledwie kilkadziesiąt sekund. Pomimo, że stała naprzeciw mnie bez grama makijażu potrafiła zachwycić. Niczym nie przypomina, wraka człowieka, którym była jeszcze zaledwie z 10 minut temu. 
-Jasne, tylko jeszcze znajdę swoje buty, które powinny być...
-Tutaj?- zaśmiała się wskazując na czarne trampki leżące koło łóżka. Pomimo śmiechu, jej oczy były nadal smutne ale próbowała grać, że wszytko jest w porządku choć widziałem jak bardzo cierpi.
-Tak, właśnie- podszedłem i szybko ubrałem obuwie na moje stopy i gotowy do wyjścia nacisnąłem na klamkę. -Panie przodem.- stwierdziłem i machnąłem teatralnie dłonią, na co Melanie posłała mi nieśmiały uśmiech i wyszła. 
Kiedy byliśmy już na dole, nie zauważyłem żadnego śladu po Dave'ie. Wyszedł, choć to może dobrze? Nie chciałbym się teraz na niego natknąć, porozmawiam z nim gdy wrócę do domu. Wtedy obojgu opadną emocje. 
-To dokąd zmierzamy co? 
-Co powiesz na Nowy Jork?- zapytałem zamykając frontowe drzwi na klucz.- Wiesz dobrze, że nie ma tutaj za dużo atrakcji a moglibyśmy się oboje rozerwać.-zaproponowałem jednoczenie rozglądając po pustej ulicy Glen Ridge. Taka prawda, że mieszkam w jednym najbardziej z nudnych miast, w jakimkolwiek miałem okazję być. To nawet Detroit nie było aż tak przytłaczające jak to. Typowe, małe, spokojne miasteczko. Żadnych rewelacji, nic. 
-Lucas... nie mam ochoty na imprezowanie. -Stwierdziła sucho Melanie patrząc na swoje dłonie. 
-Ale nikt nie mówi tutaj o imprezie, Mel. Oderwijmy się od tego wszystkiego, a to przecież tylko zaledwie godzina drogi. Tutaj nawet nie ma gdzie pójść bez ryzyka, że nie wpadniemy na Dave'a, wiesz o tym prawda?- już chciałem użyć kolejnych argumentów w celu przekonania, żeby zmieniła zdanie ale nie musiałem. Kiwnęła głową i ruszyła w stronę przystanku autobusowego. Ucieszyłem się w duchu i podążyłem za jej krokami. Obojętnie byle gdzie, ważne że z dala od tej zielonej dziury i tego wszystkiego.

Patrzyłem prosto przed siebie siedząc już w busie. Cieszę się, że Melanie nie zaproponowała podróży samochodem, nie wiem czy dałbym radę, tak długo jechać, dla mnie nawet 10 minut spędzonych za kółkiem to koszmar a co dopiero godzina. Nie przywykłem do prowadzenia, za każdym razem gdy wsiadam za kierownicę czuję niepokój. Boję się, że kolejna podróż może skończyć się dokładnie jak tamta a jak Boga kocham, wiem, że podobnej takiej sytuacji bym już nie przeżył. Muszę w końcu się otrząsnąć z tego cholernego amoku i żyć własnym życiem. Przez moment, przez moją głowę przeszła myśl, ze może ta dziewczyna ze snu to ta z wypadku.? Nie, Lucas przecież to absurd. Naprawdę muszę przestać o tym myśleć, bo prędzej czy później zeświruje. Tak bardzo chciałbym komuś powiedzieć o tym co zdarzyło się w tym lesie, ale wiem, że im mniej osób wie, tym lepiej. Jasne, mógłbym powierzyć tą tajemnicę Melanie ale nie chcę jej tym wszystkim obarczać. Nie teraz kiedy jej problemy jeszcze bardziej się spotęgowały. Przez całą drogę moja towarzyszka milczała, patrząc na niknące obrazy za oknem. 
-No i jesteśmy!- wykrzyknąłem z pewną ulgą i szybko wyskoczyłem na zewnątrz. Brunetka zrobiła to samo po czym wbiła we mnie swój wzrok na co przymrużyłem oczy. Wzięła głęboki wdech, zbierając swoje włosy w wysoki kucyk. 
-Więc gdzie teraz mój przewodniku?
-To kobiety zawsze mają ostatni głos, więc bez względu co powiem i tak to zanegujesz.- stwierdziłem a kąciki moich ust drgnęły ku górze. 
-Nie prawda! Ale proponuję abyśmy poszli na żywioł i tam gdzie nas poniesie, pójdziemy co?- zapytała ja parsknąłem śmiechem.
-Mówiłem, że nie będę miał nic do gadania?- Brunetka spiorunowała mnie wzrokiem i lekko prychnęła, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło. Ale spodobał mi się ten pomysł. Ruszyła zdecydowanym krokiem przed siebie a ja za nią, mijając przystanek, na którym wysiedliśmy.
-Wiesz jak to strasznie boli?- Melanie zapytała gdy już miałem nadzieje, że nie będziemy wracać do sytuacji z rana. Ale nie dziwię się jej, została odtrącana przez kogoś, kogo naprawdę kocha. Mimo wszytko próbuje być silną i twardą. Poruszyłem przecząco głową na co ponownie zabrała głos. -Nie wiesz jak to jest Lucas, jak dla nikogo nic nie znaczysz..
-Dla mnie znaczysz- wtrąciłem krótko, próbując dorównać jej szybkiemu krokowi.
-Tak wiem, ale wygląda, że tylko dla ciebie. - mówiąc to posmutniała i przystanęła. Zrobiłem to samo nie zwracając uwagi na mijających nas ludzi. 
-Hej- dotknąłem delikatnie jej podróbka zmuszając, żeby na mnie spojrzała- byłem, jestem i zawsze będę blisko ciebie. Nie pozwolę byś cierpiała. 
-Nie mów, że będziesz na zawsze. Dave też miał być na "zawsze". - stwierdziła sucho a z jej oczu popłynęła pojedyncza łza, którą szybko starła wierzchem dłoni. -Tracę wszystkich po kolei, najpierw moja własna matka się mnie wyrzekła, ojciec w transie alkoholowym, pewnie nawet nie wie, że ma córkę, a chłopak, dla którego tyle poświęciłam odstawił mnie w kąt.
Oparła się zrezygnowana o siatkę od ogrodzenia na jakimś parkingu i kucając schowała twarz w swoich dłoniach. Przysiadłem po jej prawej stronie i przełknąłem głośno ślinę w zastanowieniu co mogę jej na to odpowiedzieć. Przez ostatni czas byłem przekonany, że to moje życie jest do dupy, nawet nie zwracałem uwagi na innych. Potrafiłem użalać się tylko nad sobą  i nawet nie próbowałem poznać w jakiej sytuacji jest brunetka. Nie miałem pojęcia, że jej ojciec pije. Byłem pewny, że brak matki to tylko jedyny ciężar w jej rodzinie. Choć cały czas ją zapewniałem, że zawsze może na mnie liczyć tak naprawdę nie wspierałem jej do końca. Ona za to bez względu na sytuację, jaką w danej chwili przeżywała potrafiła być blisko mnie i Dave'a. Jestem zapatrzonym w siebie pieprzonym dupkiem.
Kiedy na nią spojrzałem, wyciągała akurat paczkę papierosów.  Przysunęła kartonik w moją stronę w geście poczęstunku z czego skorzystałem. Odpaliłem papierosa i poczułem dym drażniący moją krtań. Zakaszlałem cicho, co musiało chyba rozśmieszyć dziewczynę bo wygięła usta w grymasie podobnym do uśmiechu. 
-Nie mów, że pierwszy raz zapaliłeś papierosa?
-Pierwszy raz nie, ale super wprawiony w to całe palenie nie jestem. - odpowiedziałem, zaciągając się po raz kolejny. Dym nie przeszkadzał mi już tak bardzo jak na początku, mogę nawet stwierdzić, że przyzwyczaiłem się już do tego.
-Melanie, przepraszam..- szepnąłem po minucie ciszy pomiędzy nami, na co brunetka spojrzała na mnie pytająco.-Przepraszam cię za to, że nigdy tak naprawdę ci w niczym nie pomogłem.
-Ależ pomogłeś. Za każdym razem- przerwała by dogasić papierosa o beton- byłeś kiedy cię potrzebowałam. 
-Nie wiedziałem nic o twoim ojcu- wyrzuciłem wypalonego już peta przed siebie i usiadłem na chodniku, bardziej zagłębiając swoje plecy w siatkę, o którą się opierałem.
-Bo nigdy ci o tym nie mówiłam, nie było takiej potrzeby Lucas, co nie znaczy, że ci nie ufałam. Po prostu nie chciałam was obarczać tym wszystkim. Wiedziałam, że ciężko znosicie do tej pory tą przeprowadzkę i po prostu nie chciałam dokładać wam zamartwień. Dziękuję ci, że jesteś.. właśnie w takich chwilach jak te wiem, że mogę na tobie polegać i nie masz mnie za co przepraszać, Luc.- Objęła delikatnie moje ramiona i schowała twarz w zgłębieniu mojej szyi. Czułem jej aksamitny oddech na mojej skórze i powolne bicie serca. Odsunęła się ode mnie po kilku minutach biorąc głęboki wdech.  
-Przestańmy już o tym wszystkim myśleć, może już chodźmy co? 
Wstałem, podając jej dłoń. Otrzepałem tył swoich spodni z piachu i przeczesałem swoje włosy. Jestem do kitu, zły przyjaciel, okropny brat i jeszcze morderca. To ostatnie próbowałem wyplenić ze swoich myśli, lecz na marne. Nie zmienię tego, kim jestem. Czy mogłaby być jeszcze gorsza mieszanka? Wątpię. 
Poczułem wibrację telefonu w mojej kieszeni i szybko go wyciągnąłem. Dave. Przez parę sekund waham się czy odebrać. Nie mam zamiaru słuchać jego obelg i bluźnierstw ale decyduje się, przesunąć w prawo zieloną słuchawkę na pulpicie komórki. 
-Gdzie ty do diaska jesteś?!- nie zdążyłem nawet  nic powiedzieć, a ten już z pretensjami. Powoli zaczynam żałować, że nie odrzuciłem połączenia. Spokojnie Lucas, nie daj się sprowokować. Przystanąłem ponownie, na co Melanie nawet nie zwróciła uwagi i dalej szła przed siebie. -Gdzie jesteś do chuja?- warknął.
-Aktualnie w Nowym Jorku- odparłem ze spokojem i wyobraziłem sobie jego minę, po tym jak to usłyszał. 
-Że gdzie? Ty sobie chyba kurwa żarty robisz...
-Nie, jestem całkowicie poważny.
-Wracaj w tej chwili do domu- rozkazał a ja cicho z niego zakpiłem. Nie będzie decydował za mnie co mam robić, jak posiedzi sam w domu lepiej mu to zrobi. Może przemyśli parę spraw. -Jest z tobą Melanie?- zapytał ale już o wiele spokojniej niż dotychczas. 
-Tak- stwierdzam sucho i słyszę ciche bluźnierstwo, opatrzone tonem rezygnacji. 
-Bawcie się dobrze- rozłączył się. Schowałem telefon tam gdzie jego miejsce i biegiem zerwałem się za Melanie, będącej już parę metrów dalej ode mnie. Kiedy dorównałem jej kroku, z trudem zaczerpnąłem powietrza. 
-Kto dzwonił?- zapytała a ja stanąłem przed wyborem powiedzenia prawdy lub jej nagięcia. 
-Nikt ważny, to gdzie idziemy?
-Dave?- popatrzyłem na nią zdziwiony i bezradnie kiwnąłem głową. -Co chciał?
-Nic ważnego, pytał o ciebie- skoro i tak już się domyśliła, to czemu nie miałem jej tego powiedzieć?
-Aha, dobrze wiedzieć- mruknęła i ponownie wyciągnęła z torebki papierosy. 

-Nie wierzę, że mnie na to namówiłeś!- Melanie wykrzyknęła, podnosząc do góry kieliszek teqili i wypijając jego zawartość. Skrzywiła się przymrużając lekko oczy i odgarnęła włosy ze swoich zaróżowionych policzków.- Dave nas jutro zabije- stwierdziła, przysuwając w moją stronę alkohol. 
- Ale to jutro- odkrzyknąłem, próbując zagłuszyć muzykę. Dziewczyna posłała mi lekki uśmiech i stuknęła niecierpliwie palcami o stolik, przy którym siedzieliśmy. Złapałem kieliszek i szybkim ruchem, wlałem w siebie jego zawartość. Brunetka klasnęła w dłonie i lekko podskoczyła na krześle a ja wykręciłem się w niemiłosiernym grymasie. Poczułem jak ciecz pali moje gardło i pomimo, że nie chciałem być gorszy musiałem sięgnąć po szklankę z wodą. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do tego wszystkiego, to raczej Dave, był zawsze tym rozrywkowym bratem. To jego zapraszali na wszystkie imprezy i to jego uważali za dusze towarzystwa. A ja? Ja byłem tylko nic nie znaczącym Lucasem Black'iem, młodszym bratem, tego zajebistego chłopaka, który mógł mieć każdą dziewczynę w mieście. Więc raz na jakiś czas mogę się rozerwać, nie robię przecież nic złego. 
Dopóki nie wsiadasz pijany do samochodu
Potrząsnąłem głową i szybko chwyciłem po kolejną dawkę alkoholu, wypijając go jednym łykiem. Melanie spojrzała na mnie i posłała mi najbardziej radosny ale też z nutką zdziwienia uśmiech
-Choodź! Idziemy tańczyć!- oznajmiła i pociągnęła mnie za rękę. Pokręciłem niechętnie głową ale wstałem i nim się obejrzałem wylądowałem na parkiecie wśród tych wszystkich pijanych ludzi. Ta, jakbym ja nie był wstawiony. Wyszczerzyłem swoje białe zęby i poruszałem się w rytm muzyki. Poczułem się wolny, bez trosk i zmartwień. Po raz pierwszy od dłuższego czasu, zacząłem się cieszyć życiem. Melanie wyginała swoje ciało we wszystkie strony, frywolnie machając włosami. Widziałem radość w jej oczach, w końcu! 
-Idziesz się napić?- wykrzyczała do mojego ucha na co z entuzjazmem pokiwałem głową. Podeszliśmy do baru, po czym stwierdziłem, że muszę zapalić. Przeprosiłem ją i odszedłem do stolika. Byłem już blisko celu gdy w pewnym momencie poczułem dreszcz, przenikający moje ciało. Dokładnie taki sam jak podczas snu. Zamrugałem nerwowo gdy w moje ramiona wpadła drobna postać. Kiedy trzymałem ją tak blisko siebie na moment zabrakło mi tchu. Cholera, Lucas ogarnij się. Wypuściłem powietrze ale gdy dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie poczułem jak moje nogi uginają się pode mną i tracę grunt pod stopami. Nie mam pojęcia dlaczego tak moje ciało zareagowało na zupełnie obcą mi osobę. Popatrzyłem na nią i z uśmiechem na twarzy przedstawiłem się. Dziewczyna oderwała się ode mnie jak poparzona na co lekko przymrużyłem oczy. Już chciała odwrócić się się na pięcie, gdy złapałem ją lekko za nadgarstek. Boże, poczułem jak cała wewnętrzna strona mojej dłoni zaczyna mnie niemiłosiernie piec.Jakby w całym moim organizmie rozprzestrzenił się ogień, palący, każdy nerw i mięsień. Pomimo bólu nie puściłem jej na co dziewczyna z przerażeniem spojrzała na mnie nadal nic nie mówiąc. Ona jest piękna. Nie mogłem oderwać od niej wzroku i na prawdę nie dochodziło mnie to, że ból zaczął obezwładniać każdą moją cząsteczkę. Ciemne włosy okalały jej delikatną twarz a zielono brązowe oczy zaczęły pochłaniać moją postać. Kiedy puściłem jej dłoń, dziewczyna rozchyliła delikatnie usta i wzięła głęboki wdech taki sam jak ja. Korciło mnie aby spojrzeć na swoją rękę, która piekła mnie niemiłosiernie lecz nie mogłem oderwać wzorku od tajemniczej brunetki. Gdy na nią patrzyłem poczułem spokój i chciałem a nawet pragnąłem poznać ją bliżej. Nie wiem ile czasu staliśmy wpatrując się w siebie ale nawet nie zwróciłem na to uwagi, czułem się tak jakby czas nagle stanął w miejscu i byłem tylko ja i ona. 
-Sophie- mruknęła ledwo słyszalnie i odeszła a ja poczułem ukucie w sercu. Zawód? Rozczarowanie? Sam nie wiem. Nie mogłem pozwolić jej odejść, podążyłem za nią i wyszedłem z clubu. Chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz a blask latarni bił po oczach. Rozejrzałem się w poszukiwaniach ale nigdzie nie mogłem jej dojrzeć. Dziwne, bo mógłbym przysiąc, że wyszedłem po niej tylko parę sekund później. Nie było jej tak jakby rozprysła się w powietrze. 
Odeszła, czy jeszcze ją kiedyś zobaczę? Wziąłem głęboki wdech i popatrzyłem z przerażeniem na swoją dłoń. Cała była pokryta bąblami, takimi jak zwykle ukazują się po oparzeniach. Opuściłem ją szybko do dołu, by na to nie patrzeć ponownie zacząłem się rozglądać dookoła.
Nie było jej nigdzie, poczułem kolejne ukucie w sercu i osunąłem się po zimnych murach budynku. 
Dziewczyna o twarzy anioła zniknęła.. 
 
   
Kolejny rozdział za mną, mam nadzieję, że nie jest źle. To do następnego! :)