Detroit. 5.06.2013 rok
Otwieram
gwałtownie oczy, zachłystując się przy tym powietrzem. Siadam
automatycznie na trawie opierając się o drzewo i pocieram ręką czoło, mokre od potu. To
niemożliwe, nie mogę w to uwierzyć. Boże nie, to nie może być prawda.
Nie jestem zabójcą, nie mogę nim być, nikogo nie zabiłem. To niemożliwe.
Ciągle słyszę jej krzyk, nie potrafię nad tym zapanować. Czuję się jakbym
zwariował. Łapię się odruchowo za głowę i zaczynam krzyczeć mając
nadzieję, że dam sobie ulgę. Czuję jak z oczu płyną mi łzy... nie to nie
może być prawda! Nie potrąciliśmy nikogo, nie. Spokojnie Lucas wdech i
wydech, wdech i wydech. Uspokój się. Nie jesteś mordercą. Właśnie, że jestem.. zabiliśmy
bezbronną dziewczynę....
Toczę walkę z samym sobą, brakuję mi oddechu, zamykam oczy i.....
-Lucas!
Wstawaj do cholery! Wracajmy do domu się spakować-czuję dotyk lodowatych dłoni
szarpiących moje ciało. Z trudem podnoszę powieki. Obraz mam rozmazany,
potrzebuję kilku sekund, żeby skojarzyć kto nade mną stoi. Dave, mój
brat.- Wstawaj! -Słyszę jego krzyki, czuję jak moja
głowa pęka z bólu a oczy szczypią od płaczu. Rozglądam się dookoła, ledwo co widzę, ciemność nocy pochłania wszytko. Macam dłonią, podłoże na którym leże. Trawa, gałęzie... nadal tu jestem.
- Gdzie ona jest?- ledwo wydusiłem z siebie te trzy krótkie słowa, które
sprawiły mi tyle trudności. Podniosłem się i natychmiastowo podkuliłem
nogi pod siebie, oplatając je ramionami.
-Nie wiem, nigdzie nie ma ciała a przeszedłem cały las.- Dave usiadł koło mnie i z tego co udało mi się dostrzec, schował twarz w dłoniach. Kiedy podniósł głowę a księżyc delikatnie oświetlił jego postać, zauważyłem w jego oczach coś czego nigdy nie mogłem
dojrzeć - strach i poczucie winy. Jego twarz cały czas była we krwi od
zadrapań i wbitych odłamków szkła. Dotknął mojego ramienia swoją drążącą
ręką i przymknął na moment oczy.- Lucas proszę cię, idźmy stąd a jutro gdzieś wyjedziemy. Nie mamy innego wyjścia.
-Zabiliśmy
człowieka Dave, nie możemy po prostu tak uciec, musimy iść z tym na
policję -powiedziałem spokojnym tonem a nawet za spokojnym jak na obecną
sytuację, na co mój brat szybko oderwał ode mnie swoją dłoń i wstał.
-Nie!
Nie chcę spędzić całego życia w pierdlu rozumiesz?! Poza tym już sam nie wiem, czy potrąciliśmy tą cholerną dziewczynę!
-Słyszałem jej krzyk!- wydarłem się na tyle mocno na ile
było mnie stać i po raz kolejny poczułem jak z moich oczu zaczął płynąć
strumień łez.
- Nic nie słyszałeś! Ruszaj się, musimy jeszcze spalić samochód- po tych słowach odszedł i ostatkiem sił otworzył bagażnik Audi.
Zabiliśmy człowieka, ja Lucas Black zabiłem człowieka....
Długo się zbierałam, żeby ponownie wrócić do pisania, ta historia czekała na mnie prawie 3 lata ale teraz nadszedł czas by ją dokończyć. Prolog jak prolog, krótki ale mam nadzieję, że daje radę.
środa, 17 czerwca 2015
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Bohaterzy
Sophie More, 19 lat
" Miłość, nienawiść. Dzieli je taka cienka linia."
Lucas Black, 21 lat
" Winny za to, czego pragnę."
Javier Anderson, wiek nieznany
"Zabiłem cię, szukasz zemsty. Ustaw się w kolejce."
Dave Black, 24 lata
" Podjąłem wiele decyzji, które tak mnie urządziły. Zasłużyłem na to. Zasłużyłem na śmierć."
Melanie Faith, 20 lat
"Ludzkie cierpienie ma swoje granice."
Rayan Lee, 27 lat
"W pewnym momencie tej podróży stwierdziłaś, że warto mnie ocalić. Dziękuję ci za to. "
William Johnson, 22 lata
"Nie lekceważ uroku ciemności. Nawet najczystsze serce może się mu poddać."
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



